Kuchnia wietnamska to najświeższa kuchnia Azji: góry zielonych ziół na stole, bulion gotowany od świtu, chrupiąca bagietka z kolonialnej przeszłości i kawa, która smakuje jak deser. Ten przewodnik jest dla podróżnika, który chce usiąść na plastikowym stołeczku przy krawężniku i jeść jak miejscowi, oraz dla domowego kucharza, który chce ugotować pho z prawdziwego zdarzenia. Klimat: lekko, aromatycznie, za grosze — i zawsze z limonką pod ręką.
Wietnam gotuje na styku wielkich wpływów: tysiąc lat chińskiej obecności dało pałeczki, woka, makarony i sosy sojowe; sto lat Francuzów — bagietkę, pasztet, kawę i flan; a Południe dorzuciło słodycz mleczka kokosowego i owoców. Z tego tygla powstała kuchnia o własnym kodzie: baza nie na soli, lecz na nước mắm — sosie rybnym z fermentowanych sardeli — i obowiązkowy balans pięciu smaków w każdym posiłku.
Oś kraju wyznacza geografia: Północ (Hanoi) je subtelnie i klasycznie — to ojczyzna pho i bún chả; Środek (Hue, dawna stolica cesarska) — pikantnie i wykwintnie, w małych, dopracowanych porcjach; Południe (Sajgon) — słodko, zielono i obficie. Wspólny mianownik to ulica: najlepsze dania kraju powstają w garach na chodniku, u kucharek robiących jedną rzecz przez całe życie, a miska zupy na plastikowym stołeczku bywa lepsza niż niejedna restauracja.
Sos rybny nước mắm (podstawa doprawiania i dip nước chấm z limonką, cukrem, czosnkiem i chili), makaron ryżowy w dziesiątkach form, papier ryżowy, świeże zioła całymi pękami — kolendra, mięta, tajska bazylia, kolendra wietnamska, szczypior — limonka, trawa cytrynowa, imbir i galangal, chili, orzeszki ziemne, mleczko kokosowe na południu. Techniki: klarowne buliony gotowane godzinami z opiekaną cebulą i imbirem, grillowanie na węglu, zawijanie na surowo w papier ryżowy i sałatę oraz dosmaczanie PRZY STOLE — każdy kończy danie sam.
Jedzenie toczy się na ulicy od świtu: pho to śniadanie, nie kolacja. Na stole zawsze stoi zestaw: zioła, limonka, chili, sosy — danie przychodzi „niedokończone” i to jedzący nadaje mu ostateczny smak. Siedzi się nisko, na plastikowych stołeczkach, miskę wypada unieść, a makaron jeść pałeczkami z pomocą łyżki w drugiej ręce. Kawa to rytuał powolności: kapie przez metalowy filtr phin prosto do szklanki ze słodzonym mlekiem skondensowanym. Posiłek dzieli się jak wszystko — na środku stołu.

Klarowny wołowy bulion gotowany wiele godzin z opiekaną cebulą, imbirem i przyprawami (anyż, cynamon, kardamon), płaski makaron ryżowy i wołowina — gotowana (chín) albo surowa, sparzana bulionem w misce (tái). Na Północy purystycznie z dymką; na Południu z górą ziół, kiełków i sosami. Jedzona na śniadanie, oceniana po przejrzystości i głębi bulionu — o najlepsze phở w mieście toczą się spory pokoleniowe.

Francuska bagietka w wietnamskim wydaniu — lżejsza, z chrupką skórką — wypełniona pasztetem, majonezem, wędlinami albo grillowanym mięsem, marynowaną marchewką z rzodkwią, ogórkiem, kolendrą i chili. Kupowana z ulicznych wózków na każdą porę dnia. Idealne bánh mì to równowaga: chrup, tłuszcz, kwas, świeżość i ostrość w jednym gryzie.

Specjalność Hanoi: kotleciki i plastry boczku z węglowego grilla pływające w miseczce słodko-kwaśnego nước chấm z marynowaną papają, obok ryżowy makaron bún, góra ziół i sałaty. Każdy komponuje kęsy po swojemu: makaron i zioła macza się w sosie z mięsem. W porze obiadu dym z grillów bún chả snuje się po całych kwartałach starego miasta.

Przezroczyste rulony z papieru ryżowego z krewetkami, wieprzowiną, makaronem, sałatą i miętą — NIE smażone, jedzone na zimno z gęstym sosem orzechowo-hoisinowym. Lekkość wcielona: widać każdy składnik przez ciasto. W domu robi się je przy stole, każdy zwija swoje — im krzywsze, tym weselej.

Chrupiące ruloniki z mielonej wieprzowiny, grzybów mun, makaronu sojowego i marchewki, smażone na złoto. Je się je zawinięte w liść sałaty z ziołami, umoczone w nước chấm — chrup i świeżość naraz. Danie świąteczne i rodzinne; to od nich pochodzi polskie słowo „sajgonki”, choć w Hanoi nazywają się nem rán.

Wielki, cienki i chrupiący naleśnik z mąki ryżowej z kurkumą (stąd złoty kolor), smażony z krewetkami, wieprzowiną i kiełkami; nazwa naśladuje dźwięk ciasta lanego na patelnię. Je się go rwąc na kawałki, zawijając w sałatę i liście musztardowca z ziołami, z dipem nước chấm. Południowe są ogromne, środkowe (bánh khoái z Hue) — mniejsze i grubsze.

Dawne „gorsze” ziarno — ryż łamany przy łuskaniu — stało się sajgońskim klasykiem: talerz sypkiego ryżu z grillowanym kotletem wieprzowym w marynacie z trawy cytrynowej, jajkiem, wieprzowym „plackiem” na parze i piklami, polany nước chấm. Śniadanie i lunch klasy robotniczej, dziś kultowe danie całego miasta.

Cao lầu istnieje tylko w Hoi An: grube, sprężyste kluski (legenda każe moczyć je w wodzie z konkretnej studni), plastry wieprzowiny char siu, chrupiące skwarki z ciasta, zioła i odrobina esencjonalnego sosu — zupa prawie bez zupy. Obok: „białe róże” — pierożki z krewetką, i mì quảng z żółtym makaronem. Miasteczko-muzeum ma własny, zazdrośnie strzeżony smak.

Ciemno palona robusta kapiąca przez metalowy filtr phin do szklanki: czarna (đen) albo ze słodzonym mlekiem skondensowanym (sữa), gorąca lub na lodzie (đá). Hanoi dołożyło cà phê trứng — kawę z gęstym kremem z ubitego żółtka, wynalazek z czasów niedoboru mleka. Kawiarniana kultura Wietnamu to godziny na niskich stołeczkach z widokiem na uliczny teatr.

Cała rodzina deserów w szklance lub miseczce: fasola, galaretki, tapioka, owoce, mleczko kokosowe i kruszony lód w dziesiątkach kombinacji — od chè ba màu (trójkolorowej) po chè z duriana dla odważnych. Kupowane na targach i z wózków; latem funkcjonują jak u nas lody. Słodycz zawsze zbalansowana szczyptą soli w mleczku.
Każdy link prowadzi do Map Google — sprawdzisz aktualne godziny, opinie i czy miejsce nadal działa, zanim się wybierzesz.
| Danie | Co jest trudne | Czym zastąpić w Polsce |
|---|---|---|
| Phở | Bulion: godziny gotowania i przyprawy | Szponder/pręga + opalona nad ogniem cebula i imbir + anyż, cynamon, kardamon (są w każdym marketu); makaron ryżowy płaski z półki azjatyckiej; nie żałuj czasu — 3 h minimum |
| Nước chấm (dip) | Balans | Sos rybny+woda+limonka+cukier+czosnek+chili w proporcji do smaku — zacznij od 1:1:1:1 i koryguj; słoik stoi w lodówce tydzień |
| Gỏi cuốn | Papier ryżowy klei się i rwie | Mocz krótko w letniej wodzie, zwijaj na wilgotnej desce, składniki układaj oszczędnie — trzeci rulonik zawsze wychodzi |
| Bánh mì | Bagietka o cienkiej skórce | Kupna bagietka odpieczona 5 minut; pikle: marchew+rzodkiew w occie z cukrem godzinę wcześniej; pasztet popularny zamiast francuskiego |
| Bún chả | Węglowy grill | Patelnia grillowa albo piekarnik z grillem; boczek i karkówka w marynacie z sosu rybnego, cukru i szalotki |
| Kawa phin | Filtr phin | Filtr kosztuje grosze w sklepach azjatyckich; awaryjnie mocna kawa z kawiarki + mleko skondensowane słodzone na dnie szklanki |
Kuchnia wietnamska to mistrzostwo świeżości i balansu: bulion, który gotuje się pół dnia, kończy limonka wyciśnięta sekundę przed pierwszą łyżką. Nie trzeba lecieć do Hanoi, żeby zacząć — słoik dobrego sosu rybnego, makaron ryżowy i pęczek mięty otwierają tę kuchnię w polskiej kuchni. Zrób nước chấm, zawiń pierwsze gỏi cuốn, a bulion na pho zostaw na leniwą niedzielę. W Wietnamie zaś szukaj garów na chodniku i plastikowych stołeczków — tam, gdzie jedna osoba robi jedną rzecz od trzydziestu lat, zjesz najlepiej.
Konta i karty, z których sami korzystamy za granicą. Linki polecające — cena dla Ciebie się nie zmienia.
Promocje bankowe →