Kuchnia Bliskiego Wschodu to stół, na który wjeżdża wszystko naraz: jedwabisty hummus, chrupiące kulki falafela, mięso ścinane z pionowego rożna i mezze, przy którym pół wieczoru mija na samych przystawkach. Ten przewodnik jest dla podróżnika, który chce jeść od Bejrutu po Kair, oraz dla domowego kucharza — bo tahina, ciecierzyca i za’atar otwierają tę kuchnię także w Polsce. Klimat: chleb zamiast sztućców, kawa z kardamonem i gościnność, od której nie ma ucieczki.
To tutaj, na Żyznym Półksiężycu, człowiek po raz pierwszy udomowił pszenicę, soczewicę i ciecierzycę — jedzenie ma więc na Bliskim Wschodzie kilkanaście tysięcy lat historii i nikt się z niczym nie spieszy. Kalifaty i imperium osmańskie przez wieki mieszały kuchnie regionu: perskie pilawy, anatolijskie kebaby i lewantyńskie mezze krążyły między Damaszkiem, Aleppo, Bagdadem i Kairem, a szlaki karawan dosypywały kardamonu, cynamonu i szafranu.
Współczesna mapa smaków dzieli się z grubsza na Lewant (Liban, Syria, Jordania, Palestyna) — królestwo mezze, oliwy i ziół, Egipt z jego sytą kuchnią bobu i soczewicy, oraz Zatokę, gdzie ryż z rybą lub jagnięciną przyprawia się mieszanką baharat i suszoną limonką loomi. Wspólny mianownik: chleb płaski jako talerz, łyżka i serwetka w jednym, jagnięcina i baranina ponad inne mięsa, jogurt w stu rolach oraz przekonanie, że gość, który mało je, obraża dom.
Ciecierzyca i bób, tahina z sezamu, oliwa, cytryny, jogurt i labneh (jogurt odsączony do gęstości serka), bakłażan we wszystkich rolach, natka pietruszki i mięta pękami, kasza bulgur i frike z prażonej zielonej pszenicy, granaty i melasa z granatów, daktyle, orzechy, przyprawy: kmin, sumak, kardamon, cynamon, za’atar (tymianek z sezamem i sumakiem) i baharat. Techniki: ucieranie past, grillowanie nad węglem, powolne duszenia, pieczenie płaskich chlebów w piecu, faszerowanie wszystkiego, co da się wydrążyć, i smażenie falafela na chrupko.
Posiłek zaczyna się od mezze — kilkunastu małych talerzyków (hummus, labneh, oliwki, tabbouleh, kibbeh), które stoją na stole wspólnie i długo; główne danie bywa formalnością. Chleb odrywa się kawałkami i nabiera nim jedzenie — prawą ręką — a wycieranie miski hummusu do czysta to komplement, nie nietakt. Herbata z miętą i kawa z kardamonem lecą strumieniem: mała filiżanka dolewana jest, póki nie zakołyszesz nią na znak „dość". W krajach muzułmańskich obowiązuje halal, w Ramadanie rytm dnia wyznacza wieczorny iftar — post przerywa się daktylem i wodą.

Ciecierzyca utarta z tahiną, cytryną i czosnkiem na jedwabisty krem, podana z oliwą w zagłębieniu i posypką z sumaku lub całych ziaren — na ciepło, świeży, z rana. O to, kto robi najlepszy (i czyj był pierwszy), Lewant spiera się od dekad: rekordowe misy hummusu w Libanie ważyły tony. Wersja z mięsem jagnięcym i orzeszkami piniowymi na wierzchu robi z przystawki obiad.

Namoczona (nigdy gotowana!) ciecierzyca zmielona z natką, kolendrą, cebulą i kminem, formowana w kulki i smażona na głęboki brąz — zielone wnętrze i chrupiąca skorupa to znak jakości. W Egipcie robi się je z bobu i nazywa ta’meya. Na ulicy ląduje w chlebie z tahiną, piklami i warzywami; przy stoisku schodzi setkami na godzinę.

Warstwy marynowanego mięsa (kurczak, jagnięcina, wołowina) nabite na pionowy rożen, obracające się przy żarze cały dzień; ścinane długim nożem prosto do chleba z tahiną albo czosnkowym toum, piklami i frytkami — zależnie od kraju. Krewna tureckiego dönera i greckiego gyrosa, ale z własnym, bliskowschodnim zestawem przypraw. Dobre stoisko poznasz po kolejce i po tym, że rożen topnieje w oczach.

Nie danie, a sposób jedzenia: kilkanaście do kilkudziesięciu talerzyków naraz — hummus, mutabbal z pieczonego bakłażana, labneh, tabbouleh, kibbeh, liście winogron, oliwki, pikle — do dzielenia się, bez pośpiechu, z chlebem zamiast sztućców. W Libanie i Syrii mezze to duma narodowa i test restauracji; główne danie po dobrym mezze bywa już niepotrzebne.

Tabbouleh to sałatka z natki pietruszki — nie z kaszy: góra drobno siekanej pietruszki i mięty, trochę bulguru, pomidor, cytryna i oliwa. Fattoush dorzuca chrupiące kawałki smażonego chleba i kwaskowy sumak. Obie są obowiązkowym kontrapunktem dla mięs i past — świeżość w czystej postaci.

Jagnięcina lub wołowina mielona z cebulą, natką i przyprawami, formowana na płaskich szpadach i grillowana nad węglem — w setce regionalnych odmian, od aleppańskiej kofty z wiśniami po koftę w sosie pomidorowym z piekarnika. Podawana z chlebem, jogurtem i grillowanymi warzywami. Zapach mielonego znad żaru to zapach bliskowschodniego wieczoru.

Narodowe danie Jordanii: jagnięcina gotowana w jameed — sosie z suszonego, fermentowanego jogurtu owczego — ułożona na cienkim chlebie i ryżu, posypana migdałami. Podawana na wielkiej wspólnej tacy przy świętach, weselach i na zgodę po sporach; tradycyjnie je się ją stojąc, prawą ręką, formując kulki ryżu. Kwaśny, głęboki smak jameed nie przypomina niczego innego.

Bób gotowany przez noc na wolnym ogniu, rozgniatany z kminem, cytryną i oliwą, jedzony chlebem baladi z piklami i zieleniną — paliwo Egiptu od czasów faraonów, sprzedawane o świcie z wielkich metalowych dzbanów. Obok ta’meya, bobowa siostra falafela. Za kilka funtów syte śniadanie dla całej rodziny.

Placek smarowany pastą z za’ataru i oliwy, pieczony w piecu na oczach klienta — lewantyńskie śniadanie w wersji minimum, w wersji maximum z serem akkawi, mięsem albo wszystkim naraz, zwijany na pół i jedzony w drodze. Piekarnie manakish otwierają się przed świtem i pachną na całą ulicę.

Ciągnący się łagodny ser zapiekany pod chrupiącą warstwą ciasta kadaif (albo kremowej kaszki), zalany syropem z wody różanej lub pomarańczowej, posypany pistacjami — podawany na gorąco, ciężki jak grzech i wart każdej kalorii. Duma Lewantu; najsłynniejsza szkoła barwi ciasto na pomarańczowo. Je się na stojąco, prosto z blachy, póki ser się ciągnie.

Dziesiątki warstw ciasta filo przekładanych orzechami (pistacje, orzechy włoskie), pieczonych i zalewanych syropem — osmańskie dziedzictwo, które każdy kraj regionu uważa za swoje. Bliskowschodnia szkoła jest mniej słodka niż turecka, częściej z wodą różaną. Kupuje się na wagę, w pudełkach układanych jak biżuteria.
Każdy link prowadzi do Map Google — sprawdzisz aktualne godziny, opinie i czy miejsce nadal działa, zanim się wybierzesz.
| Danie | Co jest trudne | Czym zastąpić w Polsce |
|---|---|---|
| Hummus | Jedwabista konsystencja | Ciecierzycę z puszki zagotuj 20 minut z sodą (pół łyżeczki) i obierz z łusek albo miksuj długo, na gorąco, z zimną wodą dolewaną łyżkami; tahina musi być płynna i świeża |
| Falafel | Ciecierzyca NIE z puszki | Suche ziarno mocz 24 godziny i miel surowe — z gotowanego kulki się rozpadają; smaż w głębokim oleju 175°C; bez frytkownicy formuj płaskie placuszki na patelni |
| Shawarma | Pionowy rożen | Udka kurczaka w marynacie (jogurt, czosnek, kmin, papryka, kurkuma, cytryna) upiecz w 200°C i pokrój w paski, podsmażając na patelni dla przypieczonych brzegów; sos toum: czosnek ubity z olejem i cytryną |
| Tabbouleh | Proporcje odwrotne niż w Polsce | Dwa pęczki natki na 3 łyżki drobnego bulguru (tylko namoczonego, nie gotowanego); siekaj nożem, nie blenduj — pietruszka ma być sałatą, nie pesto |
| Kofta | Mięso trzyma się szpady | Mielona jagnięcina (lub wołowina z dodatkiem tłuszczu) wyrabiana z cebulą startą i odciśniętą; schłodź godzinę przed formowaniem, piecz pod grillem piekarnika lub na patelni grillowej |
| Mansaf | Jameed nie do dostania | Jogurt grecki wymieszaj z odrobiną kefiru i soli, zagotuj z łyżką mąki kukurydzianej (ciągle mieszając, żeby się nie zwarzył) i duś w nim ugotowaną wcześniej jagnięcinę |
| Kunafa | Ciasto kadaif i ser ciągnący | Kadaif bywa mrożony w sklepach z żywnością orientalną; ser: mozzarella pół na pół z ricottą (odsączone); syrop z cukru z sokiem cytryny i wodą różaną — polewaj gorące ciasto zimnym syropem |
Kuchnia Bliskiego Wschodu to nauka, że jedzenie jest wspólnym stołem, a nie talerzem — mezze bez pośpiechu, chleb zamiast widelca i dokładka jako wyraz uczuć. W domu zacznij od hummusu z płynną tahiną i blaszanej kofty: dwa proste sukcesy, a słoiczek za’ataru zrobi ze zwykłego placka lewantyńskie śniadanie. W podróży jedz tam, gdzie kolejka miejscowych o świcie — ful w Kairze, manakish w Bejrucie, falafel w Ammanie — i nigdy nie planuj nic ambitnego po pełnym mezze.
Konta i karty, z których sami korzystamy za granicą. Linki polecające — cena dla Ciebie się nie zmienia.
Promocje bankowe →